Ten tekst napisałam chyba w drugiej klasie liceum, czyli jakieś… dwa lata temu. Czemu teraz wklejam to na bloga? A jakoś tak mnie coś tknęło :P

BALLADA O YAMCHY

CHOĆ ZMARŁO MU SIĘ RAZY KILKA,
TO PEWNA MAŁA PASTYLKA,
ŻYCIE W NIEGO WRÓCIŁA,
A PÓŹNIEJ KOBIETA GO RZUCIŁA.
LECZ ON SIĘ NIE ZAŁAMAŁ
I JAK GŁUPI NIE SZALAŁ.

OD SERCA MIAŁ PRZYJACIELA,
KTÓRY LATAŁ JAK TA TRELA.
WYGLĄDAŁ JAK NIEBIESKI KOT
CHOĆ NIGDY NIE WCHODZIŁ NA PŁOT.

KIEDYŚ W WIELKIM TURNIEJU
POWIEDZIAŁ RAZ: OJEJU!
GDY TENSHIN SOCZYŚCIE
PRZYKOPAŁ MU ZAJEBIŚCIE.
JEDNAK YAMCHA MU WYBACZYŁ,
BO SIĘ CHŁOPAK NIE WYPACZYŁ.

NIGDY NIE PRÓŻNOWAŁ,
KIEDY MÓGŁ – TRENOWAŁ.
W RATOWANIE ŚWIATA DAŁ
CAŁY ZAPAŁ JAKI MIAŁ.

JEGO SPECJALNOŚCIĄ BYŁY ‘WILCZE KŁY’,
CIOS SZYBKI I SILNY WCALE NIE ZŁY.
DOBRYM WOJOWNIKIEM BYŁ,
PEŁNIĄ ŻYCIA ZAWSZE ŻYŁ.
A GDY PUŚCIŁ K-A-M-E-H-A-M-Ę
NIKT JUŻ GO NIE NAZWAŁ CHAMEM.

ZŁOŚLIWY NIE BYŁ, NIKOGO NIE KOSIŁ,
SWOJE STYLOWE BOKSERKI NOSIŁ.
WULKAN POKONAŁ, DWIE BLIZNY ZŁAPAŁ,
NA TRZY TURNIEJE SIĘ ZAŁAPAŁ.

KOŃCZYĆ JUŻ BĘDĘ SWE WYWODY,
BO MAM WAŻNE KU TEMU POWODY.
TO JUŻ SIÓDMA ZWROTKA JEST,
BALLADY O YAMCHY NADSZEDŁ KRES.
WENA KOŃCZY MI SIĘ SZYBKO:
JAK ZROBIŁAM – TAK WYNIKŁO!

Tak wiem, że jestem genialna XDDD