Jeśli BARDZO lubię jakąś grę, nie gram w nią zbyt często aby mi się nie znudziła. Dlatego dopiero trzeci raz gram w Final Fantasy VII (z zamiarem przejścia – bo kilka razy zaczynałam, ale przerywałam). Dosłownie przed chwilą skończyłam pierwszą płytkę i co? Ryczałam bardziej niż gdy pierwszy raz ją przechodziłam! Argh! Nienawidze Sephirotha za to, że zabił Aeris! Grr… Za pierwszym razem w tym miejscu miałam Cida i Tife, za drugim Cida i Vincenta. Teraz zaś miałam Reda i Yuffie. I ich reakcje na śmierć Aeris spowodowały, że się rozkleiłam… Red XIII zawył, a Yuffie się popłakała – i to chyba sprawiło, że i ja się popłakałam… Co się ze mną dzieje? Im starsza się robię, tym więcej nad grami, książkami i filmami płaczę… Choć najwięcej łez to przelałam przy oglądaniu anime (Trigun, X tv – czy coś jeszcze, to nie pamiętam), a przy oglądaniu filmów? Wiem, że były trzy czy może cztery i jednym z nich jest na pewno „Król Lew”. A książki? Tylko jedna – piąty tom „Harry’ego Pottera” rozdział – chyba – 35 – kto czytał, ten wie, kto tam ginie…