To jest coś, co napisałam dawno temu… Sama nie wiem, czemu daję to na bloga. Choć dwie czy trzy osoby wyraziły się o tym pozytywnie… Ech, whatever…

Cienie


Spośród wszystkich cieni z mej przeszłości, które ostatnimi czasy nawiedzają myśli me, tylko jeden wydaje się wyraźny. Wysoka postać. Mężczyzna. Przystojny, ale chyba nie był mi przyjacielem. Ów człowiek, bo człowiekiem jest chyba… no właśnie, chyba… ma czarne włosy opadając na ramiona. Oczu nie widzę, ale zapewne nienawiść ma w nich swe odbicie. Co robić? Jak mam z nim postąpić? Zbliża się świt. Zjawy senne znikają powoli, rozpływają się we mgle. Nagle Nieznajomy podnosi głowę, widzę jego twarz dokładniej, jego spojrzenie… niezwykłe spojrzenie… coś próbuje mi powiedzieć… jednakże żaden dźwięk nie dochodzi do mnie. Jestem zawieszona w absolutnej ciszy. Gdzie ja jestem? Jeszcze jedno spojrzenie tych zimnych oczu. Kim jest ten mężczyzna? Śmiercią? Kiedyś zabijałam… wiele razy otarłam się o śmierć i wiele razy ją widziałam… jego…
I nagle otwieram oczy, budząc się w jasnym blasku poranka. Pot zalewa mi czoło, oddech mój staje się szybszy. Ludzie wkoło mnie są zaniepokojeni… ale… ale kim oni są? Szaleństwo mnie chyba ogarnia. Nic nie słyszę, nie mogę nic powiedzieć ani poruszyć się. Gdzie ja jestem?
Ból. Dotkliwy ból dopada mnie znienacka. Czuję, jakby mnie coś od wnętrza wypalało, rozrywało niemal. Jakby żywy ogień palił mnie od środka. Nie!!! Już dłużej nie mogę, ból staje się nie do wytrzymania, rozsadza mnie. Ktoś coś mówi, ktoś płacze, a jeszcze ktoś próbuje mnie ratować. Bezskutecznie. Nic już mi chyba życia nie uratuje. Umieram. Czuję, że umieram. Świadoma jestem swej śmierci.
I nagle zapada ciemność. Mrok gęstnieje z każą chwilą. Nie widzę nawet własnych palców u dłoni. Szepty, słyszę jakieś szepty. Strach mnie ogrania z każdą chwilą coraz większy. Ból… nie ma go… nie czuję już bólu! Ach, dzięki bogom…
Przejaśnia się. Ciemność zaczyna powoli ustępować zbawiennym promieniom. Jednak radość ma nie trwa długo. Ciemność ustąpiła lecz na jej miejsce mgła zjawiła się. Mgła? Z czymś mi się to kojarzy… ale z czym? Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to… ciemność…
Ciemne sylwetki zaczynają wyłaniać się z mgły. Wiele ciemnych sylwetek… ale tylko jedną widzę wyraźnie… wysoki, przystojny mężczyzna o lodowatym spojrzeniu i czarnych włosach. Chyba mówi coś… ale żaden dźwięk nie dociera do mnie. Jego spojrzenie przeszywa mnie do głębi… Nagle Nieznajomy znika. Nie widzę go!
Nagle… budzę się w świetle poranka. Nic nie słyszę, nie mogę wydać z siebie dźwięku. Czuję ból…